NieidealnaAnna

Pozytywny misz-masz

A[aa]sertywność – o tym dlaczego warto być nieugiętym!

Zgodnie z definicją w ujęciu psychologicznym asertywność, to „posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych” (Maria Król-Fijewska „Trening asertywności”).

 27085-lg.jpg

Bla bla bla. Co oznacza być asertywnym w codziennym życiu? Sytuacja numer jeden: „Poranna jazda zapchanym autobusem”. Przed tobą długa podróż do pracy, na studia etc. Tak, ty również jedziesz długo. Tak ty również masz prawo usiąść, żeby poczytać książkę, posłuchać muzyki lub po prostu odpocząć od wielkiego ścisku. Kultura osobista w przypadku osób uprzywilejowanych do ustąpienia  miejsca: niepełnosprawni, schorowani i emeryci, kobiety w ciąży jak najbardziej jest na miejscu. Ale sytuacja, w której dziarska „raszpla” w wieku średnim napiera na ciebie, „obcina wzorkiem” lub pretensjonalnym głosem wypowiada się na temat „dzisiejszej młodzieży” bez kultury, nie taka jednostka nie wymaga specjalnego traktowania. Jeśli osoba jest równie zdrowa jak ty, a jej metryka różni się nieznacznie od twojej naprawdę nie masz obowiązku ustępować miejsca. Co zrobić by być asertywnym w tych okolicznościach? To proste po pierwsze uśmiechnij się , rozsiądź się wygodnie w siedzeniu i celebruj moment podróży w swój ulubiony sposób. Po drugie nie miej zupełnie żadnych wyrzutów sumienia i nie daj się sprowokować słownymi zaczepkami. Bądź panem własnego losu kropka.

 szanowne-starsze-panie-jesli-chcecie-zebym-w-autobusie-ustapila-wam-miejsca.jpg

Sytuacja numer dwa: „ja tylko na chwilkę do pana doktora”. Po pół roku czekania na refundowaną wizytę u specjalisty (endokrynolog, dermatolog, okulista etc.) w końcu nastąpił ten szczęśliwy dzień, kiedy to masz wizytę u swojego lekarza. Hura, chciało by się krzyknąć, twoje problemy i przypadłości w końcu się zakończą myślisz sobie. Spotkanie z rzeczywistością jednak okazuje się bardzo bolesne. Mimo umówionej wizyty i wyznaczonego terminu z dokładną godziną już pół roku wcześniej kolejka pod gabinetem zdaje się nie mieć końca. Panie w rejestracji rozkładają bezradnie ręce, uśmiechają się i proponują cierpliwie czekać na swoją kolej. Po pierwszym kwadransie czekania nie tracisz wiary, jednak po chwili dowiadujesz się, że opóźnienie w tej chwili wynosi już ponad godzinę. Niczym Sherlock próbujesz ustalić co się dzieje?! Sytuacja klasyczna kiedy to między umówione wizyty wpychają się przypadkowi pacjenci „bo on tylko na chwilę do doktora”, „bo tylko potrzebuje pieczątki”, „podpis i po sprawie”, „bo z dzieckiem małym sama została”, „bo zupa na gazie” i inne „ja tylko na chwilę”… W poczekalni atmosfera się zaostrza, umówieni pacjenci są rozdrażnieni, zmęczeni i pyskują między sobą… Czujesz, ze jeszcze moment,  a wybuchniesz. Po chwili twój nastrój się poprawia, bo okazuje się, że do twojej wizyty została jedna osoba w kolejce przed tobą. Szczęście jest na wyciągniecie ręki-myślisz.  A tu guzik. Kolejna „przypadkowa pacjentka” próbuję „na chwilę do pana doktora” bezczelnie wepchnąć się przed ciebie w kolejce. Co robić? Absolutnie, ale to absolutnie pod żadnym pozorem nie możesz się na to godzić. Nie, znaczy nie. Ale, gdy ona jęczy, płacze i męci, że tylko po receptę? Pozostań nieugięty. Stanowczo i zdecydowanie odpowiedz trzy razy z rzędu, że się nie zgadzasz na jej wejście przed sobą i że też się spieszysz. Zimna krew, opanowanie i 100% asertywności to jedyne co może nas uratować w takiej sytuacji…

 1362236152_kezuzf_600.jpg

Sytuacja numer trzy: „Mogę wydać bez grosika? Nie mam drobnych.” Supermarket, ulubiony sklepik osiedlowy lub przypadkowy sklep spożywczy w obcym mieście. Zawsze zaczyna się tak samo niewinnie. Ceny produktów, pieprzone ceny produktów nie mogą być zaokrąglone do całości, tylko zawsze, ale to zawsze muszą mieć te kretyńskie końcówki. Chleb krojony, nie może kosztować dwa złote, tylko musi mieć cenę 1 złoty  i 99 groszy… I tak grosz do grosza…. aż będzie kokosza. Notoryczna sytuacja tuż przy kasie. Długa przydługa kolejka do kasy. Niby są czynne trzy stanowiska, ale obsługuje tylko jedna osoba, bo druga rozładowuje towar, a trzecia „załatwia drobne” do wydania reszty. I czekasz sobie człowieku grzecznie na swoją kolej i starasz się uśmiechać. Na dzień dobry Pani ekspedientka  reaguje kwaśnym spojrzeniem spod byka. Odpowiedzi prawie nigdy nie usłyszysz, ale co tam. Nie łam się stary, może po prostu jest zmęczona… Ale jak się okazuje to dopiero początek gehenny. Najpierw nie może sczytać kodu z produktu bo się zagiął, wiec wstukanie go z palca trwa całe wieki. Po chwili jak z automatu nie pytając ciebie o zdanie, właściwie stawia cię przed faktem dokonanym, że wyda „bez grosika” bo nie ma reszty. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie zgadzaj się na to nigdy. Dlaczego? Że niby jesteś małostkowy? Nie, nie i po stokroć nie. Argumentacja? Po pierwsze przemnóż ile „tych grosików” w skali roku się uzbiera i uzbierało dotychczas? A no właśnie, spokojnie było by na snickersa, papier toaletowy, piwo.. cokolwiek  w końcu to twoje pieniądze. Po drugie przypomnij sobie ile razy nie miałeś złotówki do koszyka i ile razy nikt nie chciał ci pomóc w zamianie drobnych lub rozmianie pieniędzy. Po trzecie: czy jak tobie brakuje „grosika, grosików” do zakupów  w sklepie to panie ekspedientki chętnie sprzedają ci towar? Czy jak terminal nie działa, a ty nie masz gotówki, to są życzliwe i miłe, czy każą ci naginać do najbliższego bankomatu? Niestety odpuszczanie na każdym kroku nie popłaca. Wydawanie reszty to jej praca, o twoją nikt nie dba i nikt ciebie w niczym nie wyręcza, więc i ty tego nie rób.

 c3c0915487_moge_byc_winna_grosik.jpg

Podsumowując nie chodzi o to by „człowiek człowiekowi był wilkiem”, ale zdrowa, asertywna postawa wielokrotnie uchroni cię przed niepotrzebnym stresem, bądź oszczędzi ci żenujących sytuacji. Ile razy miałeś poczucie, że jesteś fair wobec innych,  a cały świat dookoła robi z  ciebie „jelenia” i śmieje ci się prosto w twarz? Brzmi znajomo? Jeśli tak krzycz w podobnych sytuacjach, do tych opisanych powyżej „Aaaaa!” i bądź asertywny.

Asertywny czyli jaki? Nikt nie każe ci być gburem, chamem i nicponiem. Ale  prawda jest taka, że jeśli sam o siebie nie zadbasz w prozaicznych sprawach dnia codziennego, to niestety nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Bądź asertywny, czyli otwarcia wyrażaj swoje zdanie. Nie godź się na półśrodki, które są dla ciebie krzywdzące. Szanuj rozmówcę, ale również oczekuj szacunku od innych. Zachowuj bezpieczny dystans, tam gdzie czujesz się wykorzystywany. Do tego wyrażaj swoje sądy zdecydowanie, konkretnie i z przekonaniem. Uwierz mi, że świat cię nie znienawidzi za to, wręcz odwrotnie społeczeństwo szanuje ludzi z własnym zdaniem i przekonaniem do swoich racji. Grzeczne i uzasadnione odmówienie nie jest niczym złym, jeśli tylko czujesz, że wskazane żądania są zamachem na twoją autonomię. Powodzenia!

************

"Sensem asertywnego radzenia sobie z krytyką

jest umiejętne przejście od bolesnych ogólników do konkretu."

- Wojciech Haman, z książki:

"Docenić konflikt. od walki i manipulacji do współpracy"


Instagram