NieidealnaAnna

Dla ciała i ducha

„Nakarm duszę”, czyli co robić by mieć lepsze samopoczucie?

Ten kto mnie zna, wie że blog traktuję trochę jak pamiętnik. Dziele się z wami moimi przemyśleniami, przeżyciami, zachęcam lub zniechęcam was do wielu rzeczy. Jako orędowniczka szerzenia idei „ukulturalniania” siebie samego dziś postanowiłam napisać trochę o pokarmie dla duszy. Wielkanoc za pasem i bez względu na to czy jesteśmy osobami religijnymi, wierzącymi, wątpiącymi, niepraktykującymi, niezastanawiającymi się i manifestującymi coś klimat zbliżających się świąt bardzo dobrze odczuwamy każdego dnia na własnej skórze.

 307237_pelanowski_chleb_34.jpg

O poglądach religijnych dziś nie będzie. O tym czy Bóg istnieje, czy też nie pisać też nie będę. Dziś będzie o „tuczeniu” duszy. Karmieniu naszego umysłu i serca samymi smakołykami, czyli tym co dobre. Choć Wielki Post ma na celu przygotowanie człowieka duchowo na przybycie Zbawiciela, ja przekornie w poście „tuczę” moją duszę po sam brzeg. Karmienie duszy to nic innego jak napełnianie jej interesującymi książkami, zapełnianie dobrą muzyką i dopychanie pozytywnymi chwilami. Przed Wielkanocą warto zadbać o swoje samopoczucie ze względu na to, że po zimie nasz organizm znacznie przyśpiesza. Przebudzając się z zimowego letargu, zaczynamy dostrzegać więcej. Często czujemy się dziwnie, nieswojo… a może nawet tak dziwnie „pusto”?

Jeśli opisane uczucie było ci kiedyś bliskie, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl dlaczego tak się czujesz. Może twoim życiu brakuje jakiejś idei, celu, pozytywnej energii. Żeby poczuć się lepiej zawsze warto dać od siebie coś komuś innemu. Dziwne, prawda? Dlaczego niby skoro to ty czujesz się słabo, masz koncetrować swoja uwagę na innych? A to dlatego, że obdarowywanie pomocą innych, zawsze sprawia że nasze problemy zyskują inna perspektywę i wydają się łatwiejsze do przejścia. Posiłek numer jeden: karm swoją duszę dobrymi uczynkami!

 pomoc.jpg

A co jeśli wątpisz w swoje możliwości i nie masz pojęcia jak zabrać się do rzeczy, które od dawna spędzają ci sen z powiek? Mi zawsze pomaga słowo pisane. Drugie śniadanie: zjedz kilka stron dobrego czytadła! Masz swojego ulubionego pisarza? Świetnie, sięgnij bez zastanowienia w chwilach bezradności. A może, jest coś czego odmawiałeś sobie od dawna, bo ma ze wiele stron? Jeśli tak, nie przejmuj się tym, że nie uda ci się skończyć lektury od razu. Delektuj się słowem pisanym na raty, to też działa.

 451851_11270583.jpg

A co robić, gdy oczy odmawiają posłuszeństwa, obrazy dwoją i troją się ze zmęczenia, a  powieki opadają za każdym razem, gdy wzrok zatrzymuje się choćby na sekundę? Pora obiadowa: delektuj się wysublimowaną kompozycją muzyczną. Twoja dusza mruczy, gdy dobrze ją traktujesz. Posłuchaj ulubionej płyty. Sięgnij po zapomniane klasyki. Ułóż się wygodnie na kanapie i daj ponieść się przyjemnej fali muzycznego brzmienia.

 nuty.jpg

A na podwieczorek? Zawsze coś lekkiego się nada. Tym razem swobodnie porozmyślaj o tym, co było, jest lub będzie dla ciebie przyjemne. Podwieczorek: lekkostrawne rozmyślanie o niebieskich, różowych lub kolorowych migdałach. To coś jakby trening pozytywnego myślenia. Od samego wyobrażania/rozmyślania o fajnych sprawach już poprawia ci się samopoczucie.

 blue-jordan-almonds-bulk.jpg

Nolens volens Niedziela Palmowa zobowiązuje mnie do poruszenia wątku religijnego. Chciałam podzielić się moim luźnym i nienachlanym doświadczeniem o „niskokalorycznych przekąskach dla duszy”. Rok temu przypadkowo natknęłam się w sieci na bardzo fajne rekolekcje prowadzone przez dominikanina Ojca Adama Szustaka. Jest to postać niesłychanie popularna, porywająca i charyzmatyczna. Zeszłoroczne rekolekcje w nowatorskiej i nowoczesnej formie ukazały się formie 14. odcinkowego serialu pod wdzięczną nazwą „Zakochany skazaniec”. Mnie totalnie oczarowało to przedsięwzięcie i zmieniło moje podejście może nie tyle do samej wiary, co otaczającego nas świata.

 235.0.jpg

Druga fajna, również zeszłoroczna inicjatywa odkryta przeze mnie to subskrypcja „Czytaj Słowo”. Drugi rok z rzędu dostaję codziennie w okresie postu: maile na własną skrzynkę z porcją Pisma Świętego. Mimo tego, że nie zawsze znajduję chwilę by regularnie czytać wszystko od deski do deski archiwizuję tę wiadomości z jednoczesną nadzieją i obietnicą na całościowe zgłębienie tego materiału. Bez względu na to, czy się wierzy w Boga, czy też nie hołduje przekonaniu, że „Biblię” przeczytać należy w życiu. Po prostu dla samego siebie.

 zakochany skazaniec.jpg

Post jak widać można interpretować dwojako. Na pewno jakikolwiek okres „odpoczynku” dla naszego żołądka pomoże naszemu zdrowiu, natomiast równoczesne „tuczenie” duszy również nie zaszkodzi. Zachęcam do zajrzenia na olinkowane strony, dlatego że ja mimo powszechnie znanego „luźnego” podejścia do wiary znalazłam tam coś dla siebie. Wierzę w to, że wzajemne dzielenie się „duchowymi” smakołykami niesie same korzyści zarówno dla mnie jak i dla was. Zachęcam również (tutaj opcja dla leniwych czy tez wygodnych) do śledzenia fejsbukowego profilu Langusta na Palmie, która dostarcza codziennie wielu inspiracji do zatrzymania się, zwolnienia i nakarmienia własnego umysłu "czymś" dobrym.  Pozdrawiam przedświątecznie.

 

***********

„Ciało pielęgnuje bo jest domem duszy

I gdy jest mi dobrze
Moja dusza mruczy”

- Maria Peszek, fragment utworu „Hedonia”


Instagram